Łaziska Górne - portal miejski Laziska.com.pl

Wiadomości z Łazisk Górnych

Odchody były wszędzie

  • Dodano: 2011-09-29 11:30, aktualizacja: 2018-03-18 10:16

Wszechobecny brud i fetor odchodów, niektóre psy i koty bardzo wychudzone – to pierwsze co uderzyło w oczy i nozdrza policjantów, urzędników oraz lekarzy weterynarii wchodzących z nakazem prokuratorskim na posesję przy ul. Cieszyńskiej. Kobiecie tam mieszkającej może grozić do roku więzienia za znęcanie się nad zwierzętami.

Posesja przy ul. Cieszyńskiej, 20 września, godz. 6.00 rano. Policja z nakazem prokuratorskim wkroczyła na teren posesji 35-letniej kobiety. Towarzyszyli jej urzędnicy i strażnicy miejscy, pracownicy schroniska dla zwierząt z Rudy Śląskiej i lekarze weterynarii.


Łaziszczanka mieszka z matką i – jak się okazało - z ok. 40 psami (głównie owczarkami niemieckimi i yorkami) i 20 kotami. – Stwierdziliśmy m.in., że zwierzęta nie miały w miskach wody i karmy. Na miejscu było jej zbyt mało, aby nakarmić tyle osobników. Kilka psów było bardzo wychudzonych. Kobieta nie przedstawiła nam ani jednego zaświadczenia o szczepieniu psów przeciwko wściekliźnie. Niedopuszczalne było trzymanie psów i kotów razem, również na balkonie. W kojcach psy były na półmetrowych łańcuchach. Wszędzie były odchody – mówi Jacek Ratka, zastępca Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Tychach.


Fetor psich kup potęgowany był tego dnia przez deszczową pogodę. – Na miejscu byli nasi urzędnicy, raczej twardzi ludzie, ale trudno było wytrzymać w łazience, której cała podłoga była w odchodach. Jeden z policjantów, mimo deszczu, wolał pozostać na zewnątrz niż wchodzić do tego domu – mówi Aleksander Wyra, burmistrz Łazisk Górnych. Jak relacjonuje burmistrz, znaleziono tam koty odwodnione, z zanikiem mięśni. Część zwierząt była trzymana na podwórku w ciasnych kojcach (niekiedy pod dwie sztuki, zapewne, aby się rozmnażały). Były też brudne. Asp. sztab. Sebastian Fabiański, rzecznik prasowy mikołowskiej policji dodaje, że niektóre psy były bardzo głodne i mundurowi postanowili je nakarmić.
Jak mówi policyjny rzecznik, trwa dochodzenie w tej sprawie, przesłuchiwani są świadkowie. Mundurowi zbierają dowody. Chodzi o naruszenie artykułu 35.1 ustawy o ochronie zwierząt, który mówi, że za znęcanie się nad nimi lub ich zabijanie niezgodne z przepisami grozi grzywna, ograniczenie wolności lub do roku więzienia. Zabezpieczono też dokumentację znajdująca się w domu 35-latki. Po jej analizie okaże się, czy kobieta nie handlowała nielegalnie zwierzętami. Ponadto, w celach dowodowych, każdy osobnik zostanie przebadany przez weterynarzy i będzie miał założoną kartotekę. Materiały policyjne i opinia lekarzy trafią do Prokuratury Rejonowej w Mikołowie.


Burmistrz podjął decyzję o przewiezieniu psów i kotów do schronisk (takiej ilości jedno nie zdołało przyjąć). Odebrane łaziszczance tymczasowo zwierzęta trafiły do Katowic, Zabrza, Rudy Śląskiej, a nawet Krakowa. O ich dalszym losie zadecyduje sąd. – Zrobimy co w naszej mocy, aby nie wróciły już do tej kobiety – mówi burmistrz Wyra. Na razie ich miesięczne utrzymanie kosztuje gminę ok. 20 tys. zł.


O psiej hodowli na ul. Cieszyńskiej Tygodnik "Echo" pisał jeszcze w 2007 r. Już wtedy dotarliśmy do protokołu sanepidu, z którego wynikało, że na posesji znajdują się odchody i ich odór jest wszechobecny. Rozmawialiśmy też z przedstawicielką Związku Kynologicznego w Katowicach, w którym prawa członkowskie łaziszczanki zostały zawieszone (za trzymanie owczarków niemieckich w warunkach znacząco odbiegających od standardów hodowli jakichkolwiek psów).


Andrzej Drozdowski, komendant Straży Miejskiej w Łaziskach Górnych od lat przyjmował skargi na kobietę. Dotyczyły warunków, w jakich trzymała psy i zakłócania spokoju. Trwał ostry spór międzysąsiedzki. – Raz została ukarana za wykroczenie, jakim było wyrzucenie martwego szczeniaka – mówi komendant i dodaje: - Próbowaliśmy kilka razy zweryfikować, to co mówią sąsiedzi i razem z sanepidem, lekarzem weterynarii i Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami „Fauna” dokonać wizji lokalnej na posesji tej pani, ale nie wpuszczała nas. Jeszcze miesiąc temu weterynarz mógł zajrzeć do środka jedynie przez furtkę.
 

Tekst pochodzi z tygodnika Echo, który ukazuje się w kioskach w każdą środę.


Źródło: J.Jędrysik - tygodnikecho.pl

Dodaj komentarz

Wyrażam zgodę na publikację postu w formie komentarza zgodnie z obowiązującym Regulaminem.

powiadamiaj o odpowiedziach na komentarz.

dodaj mój adres do newslettera.

Więcej informacji na temat przysługujących Państwu praw zawarliśmy w Polityce Prywatności.